Fedorska: Hambacher Forst. Ciemna strona niemieckiej transformacji energetycznej

Blisko 150 działaczy na rzecz ochrony środowiska  od lat protestowało przeciw wycince prastarego lasu i dostawcy energii RWE, który jest właścicielem zalesionego obszaru. Znaczący pod względem politycznym i gospodarczym jest wybrany moment rozliczenia się z osadą protestujących mieszkających w drewnianych chatach wysoko w koronach drzew, która była tolerowana przez blisko sześć lat – pisze Aleksandra Fedorska, współpracowniczka BiznesAlert.pl.


Der Hambacher Forst – die Kehrseite der deutschen Energiewende

 

 

Die rund 150 Umweltaktivisten, die sich in den 50 Baumhäusern im Hambacher Forst verschanzt haben, protestieren für den Erhalt des Waldes und gegen den Energieversorger RWE, dem das Gelände gehört. Politisch und ökonomisch auffällig ist der Zeitpunkt der Räumung der Baumhaussiedlung, die seit knapp sechs Jahren geduldet wurde. Seit Mai 2017 regiert in Nordrhein-Westphalen die schwarz-gelbe Koalition mit dem Merkelvertrauten Armin Laschet (57) an der Spitze. Damit wurde die ehemals beliebte Landesmutter Hannelore Kraft (57) mit ihrer rot-grünen Regierung abgelöst. Die Räumung des Hambacher Forstes hat somit auffällige landespolitische Hintergründe. Der neue CDU-Minister für Inneres Herbert Reul (66) gab sich betont rechtstaatlich, indem er im Interview mit dem Deutschlandfunk vom 14. September seinen Auftrag als Hüter des Rechts und des Gesetzes herausstellte. Die neue Regierung möchte sich mit dem harten Durchgreifen als effizient, kompetent und durchsetzungsfähig profilieren. Die Position des Eigentümers RWE und die geplante Rodung des Forstes zum Zweck des Abbaus von Braunkohle entsprechen in der Tat dem geltenden Recht und wurden von mehreren Gerichten bestätigt. Politisch erregt die geplante Rodung und die damit zusammenhängende Räumung des Protestdorfes Widerstand vor allem bei linksorientierten Umweltaktivisten und den Grünen, die jetzt in der Opposition, ihre Vorteile daraus ziehen möchten.  

Der Hambacher Forst gehört zum rheinischen Kohlerevier und soll dem Braunkohle – Tageabbau zugeführt werden. Die rund 3500 polizeilichen Ordnungskräfte, die aktuell die Baumhäuser räumen müssen, tuen es für die Erhaltung der deutschen Energiesicherheit. Eine Aussage, die gerade nach der Energiewende in Deutschland, widersprüchlicher nicht sein kann. Die Energieversorger brauchen die Braunkohle, um die Energieversorgung zu gewährleisten, die die anderen Energiequellen nicht in ausreichender Menge liefern können. Die Braunkohle setzt aber bei ihrer Verbrennung hohe Mengen des klimaschädlichen Kohledioxids frei. Damit sind die Klimaschutzziele Deutschlands nicht mehr erfüllbar. Die ehrgeizige Energiepolitik Deutschlands hat sich selbst in eine schwierige und kaum lösbare Situation manövriert.   

Erneuerbare Energien können bis heute die Folgen der Abschaltung der Atomkraftwerke nicht auffangen. Die Energielücke kann mit Windrädern, der Biomasse und den Solaranlagen nicht geschlossen werden. Gerade bei den Windrädern stoßen die Energieversorger auf Widerstand bei den Bürgern und Umweltschützern, die vor Waldschäden im Zuge des Baus von Windrädern und der hohen Lärmbelastung warnen. So können viele Windkraftanlagen nur mit Verzögerungen oder erst gar nicht gebaut werden. Die Speicher- und Transportmöglichkeiten für die Energie aus erneuerbaren Quellen sind noch unzureichend und unausgereift. 

Politisch ist der Ausstieg aus der Kohle zwar erwünscht, jedoch kaum zu realisieren. Mit der Frage des Zeitplans für den Kohle - Ausstieg beschäftigt sich nun die Berliner Kohle – Kommission. Bis dato ohne Ergebnis, denn die Klimaschutzexperten plädieren für die Schließung aller Kohlekraftwerke bis 2030, die Energieversorger und die Wirtschaft bestehen aber auf einen Zeitpunkt nach 2036.  

 


Kampania wyborcza w stylu BMW

 

Śledząc aktualną politykę wewnętrzną w Niemczech, można    odnieść wrażenie  że żyje ona głównie zblizającymi się wyborami w Bawarii. Jednak w cieniu wydarzeń w Monachium rozgrywa się w Hesji równie interesująca kampania wyborcza. Hesja wybierze nowy parlament landowy 28-ego października – zaledwie dwa tygodnie po Bawarii. Blisko 4,4 milliona wyborców zdecyduje o dalszych losach nietypowego rządu skladającego się z Chadecji i Zielonych. Czarno-zielona koalicja uznawana jest za eksperyment lub nawet preludium do możliwych koalicji rządowych w Berlinie.

Premier Hesji Volker Bouffier  (67) przypomina swoim stylem rządzenia metody pani kanclerz Angeli Merkel. Unika on ostrych konfliktów i prowadzi równie pogresywną politykę obyczajową, a jego współpraca z wicepremierem z partii Zielonych Tarekem Al-Wazirem (47) w okresie mijającej kadencji uznawana jest za udaną i harmonijną. Im bliżej jednak do wyborów, tym trudniej  przewidzieć wyniki.  CDU prowadzi wprawdzie w sondażach, jednak 31% głosów nie pozwoli na kontynuację rzadów z Zielonymi, którym demoskopi dają 14%

SPD może z kolei liczyć na 22%. Die Linke i Liberalowie (FDP) wejdą do parlamentu z wynikiem 7%. Dotychczasowy ład systemu politycznego w Hesjii zaburzają jednak bardzo dobre sondaże Alternatywy dla Niemiec (AfD) zbliżające sie do 15%. Rozdrobnienie parlamentu w Hesji może doprowadzić do napięć przy rozmowach  koalicyjnych po wyborach. 

Chadecja w ramach swojej kampanii zdecydowała się na współpracę  z  hamburską firmą GURU specjalizującą się w marketingu politycznym. Firma GURU w maju 2017 roku wspierała bardzo udaną kampanię kandydata CDU Daniela Günthera (44) w Szlezwiku-Holsztynie. Jednocześnie zrezygnowano z usług specjalisty od marketingu dla seniorów, Gorilla XL, który miał swój wkład w  który miał swój wkład w sukces CDU podczas ostatnich wyborów w 2013 roku. Partia Zielonych jest natomiast w kwestii firm marketingowych bardzo niekonwencjonalna. W zależności od możliwości finansowych i okoliczności w krajach związkowych wybiera zespoły z własnego grona ekspertów lub angażuje lokalne firmy bez doświadczenia w polityce, ale pełne kreatywnych pomysłów. Die Linke i Liberałowie zostaną przy swoich stałych umowach z  DiG/Trialon i Agentur Heimat. Z kolei AfD nie udziela informacji na temat współpracy  ze specjalistami  do spraw marketingu politycznego. Spokojny i mało wyrazisty kandydat SPD w Hesji Thorsten Schäfer-Gümbel (48) walczy już trzeci raz o władzę w Wiesbaden. Idąc za przykładem sukcesu SPD w Nadrenii-Palatynacie w 2016 roku, kampanię wyborczą będzie tym razem organizować dla SPD Agentur Butterberlin. 

Nad kampanią Volkera Bouffiera od tygodni zbierają się ciemne chmury. Najpierw okazało się, że mogło dojść do poważnych zaniedbań przy prowadzeniu śledztwa w sprawie morderstwa na Halit Yozgat, która padła ofiarą radykalnie prawicowej komórki NSU jeszcze w okresie  kadencji Volkera Bouffiera jako ministra spraw wewnętrznych w Hesji. Następnie pojawiły się relacje o spekulacjach finansowych heskiego Ministerstwa Finansów, które mogą doprowadzić do strat w budżecie landowym na poziomie setek milionów euro. Podczas gdy Boffier musi tłumaczyć się z błędów, intensywna kampania Thorstena Schäfer-Gümbela, zwana „BMW”, ma się coraz lepiej. Litery są skrótem głównych haseł wyborczych: edukacja, mobilność i budownictwo mieszkaniowe (niem. Bildung, Mobilität und Wohnen).  Thorsten Schäfer-Gümbel stara sie o pozyskanie głosów klasy średniej. Odwiedza on żłobki i przedszkola, które w Hesji są bezpłatne i borykają się z niedofinansowaniem. Prowadzi także rozmowy o możliwościach zagospodarowania dalszych gruntów budowlanych pod budowę tanich mieszkań. Ponadto zajmuje się problemem spalin w ośrodkach miejskich oraz obawami osób zamieszkujących tereny położone wzdłuż autostrady. To są problemy zwykłego Schulza i Müllera. Kampania dopiero się zaczęła. To, czy BMW pierwsze zagości w Wiesbaden, pokażą zdolności Volkera Bouffiera na finiszu oraz brunatny pojazd na prawym torze. Do 28-ego października zostały dwa miesiące.

 


Tajemniczy darczyńcy płacą za kampanie wyborcze Alternatywy dla Niemiec

 

 

Corocznie przedstawiane i publikowane przez niemiecki Bundestag raporty o finansach partii politycznych w Niemczech zwykle nie cieszą się szczególna uwagą. Garstka dziennikarzy, analityków i politologów czerpnie z nich dane do artykułów, analiz i prac naukowych. W tym roku jest inaczej. W maju opublikowano raport o finansach partii politycznych zasiadających aktualnie w Bundestagu z roku 2016. Z  niemałym zaskoczeniem spotkała się struktura finansowa populistycznej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD). Niemieckie partie politycznie są finansowane przede wszystkim ze składek członkowskich. W przypadku Socjaldemokratów składki stanowią 31,47% rocznego budżetu. Lewicowa partia „Die Linke” utrzymuje się w 32,46% ze składek. Wysoki odsetek darowizn w rocznym budżecie wykazują tradycyjnie Liberalowie (FDP): w 2016 roku aż 20,40%.  To jednak nic w porównaniu z AfD, która wywraca do góry nogami strukturę finansową partii polityczych.  Partia ta 37,22% rocznych środków finansowych uzyskuje z darowizn. Składki członkowskie stanowią zaledwie 14,85%. Prawo partyjne nakazuje partiom politycznym w Niemczech publikację wszystkich darowizn przekraczających kwotę 10 000 euro. AfD wykazała łacznie dwunastu darczyńców, którzy na rzecz budzącej wątpliwości partii prawicowej przekazali 328 779 euro. A skąd wzięło się prawie 5,7 millionow euro innych darowizn? To pytanie stawiają niemieccy dziennikarze.

AfD nie widzi powodu do dalszej dyskusji, mimo że w roku 2016 wydano blisko 3,8 millionow na drogie kampanie wyborcze w Badenii-Wirtembergii, Nadrenii-Palatynacie, Saksonii-Anhalcie, Meklemburgii-Pomorzu Przednim oraz w Berlinie.  Sprawą zajęło się biuro głównego sekretarza Bundestagu. Wstępna kontrola nie wykazała jednak przekroczenia prawa. Drogie kampanie wyborcze w imieniu AfD organizowali Stowarzyszenia na Rzecz Praworządności i Swobód Obywatelskich oraz szwajcarska firma Goal AG. Stowarzyszenie płaciło za doradców reklamowych, drukowało foldery, plakaty i opłacało kosztowne bilbordy w centrach miast. Goal AG było odpowiedzialne za reklamy w gazetach i czasopismach. Wszystkie kampanie wyborcze z 2016 roku zakończyły się dla AfD wielkimi sukcesami. Alternatywa dla Niemiec zasiadła w parlamentach landowychw Badenii-Wirtembergii, Nadrenii-Palatynacie, Saksonii-Anhalcie, Meklemburgii-Pomorzu Przednim oraz w Berlinie. O sprawie tajemniczych darczyńców zaczęto głosno dyskutować. Znaleziono powiązania z takimi populistycznymi partiami, jak  Front National, FPÖ i SVP. Alternatywa dla Niemiec szybko i sprawnie zareagowała na zbliżający się skandal. Oficjalnie dystansuje się od wszelkich działań firmy Goal AG i Stowarzyszenia na Rzecz Praworządności i Swobód Obywatelskich. Zdaniem przedstawicieli partii podmioty te działały na własne życzenie. No tak, można powiedzieć, że zrobiły swoje.

  

  

"Aufstehen"  Ruch na lewym skrzydle


Niemiecki system polityczny jest niczym mercedesowski silnik niezawodny i zawsze sprawny. Z warkotem silnika rusza majestatycznie na światłach i spokojnie zalicza kolejne niekończące się setki tysięcy kilometrów.

Aż tu nagle rewolucyjna i niebywała niespodzianka na lewym skrzydle. Celebrycka para lewicowej partii „Die Linke”, Sahra Wagenknecht (49) wraz z małżonkiem Oskarem Lafointainem (75), organizuje ruch obywatelski „Aufstehen”. W ciągu trzech dni po ukazaniu się strony internetowej „Austehen” zebrało 36 000 zgłoszeń, o czym poinformował Oskar Lafoitaine w rozmowie z dziennikarzem tygodnika „Die Zeit”. W 1999 roku polityk odszedł z funkcji ministra funkcji ministra finansów w rządzie Gerharda Schrödera protestując i krytykując cięcia socjalne w ramach reformy Agenda 2010.

Piękna, mądra i szalenie ambitna Sahra jest najlepiej rozpoznawalną twarzą niemieckiej lewicy. W czerwcu w rozmowie z radiem „Deutschlandfunk” Wagenknecht opowiedziała się jednoznacznie za pogłębieniem wspólpracy z Rosja. Popierała projekt Nord Stream 2 i zaznaczyła konkurencyjność ceny gazu rosyjskiego, która odbije się pozytywnie na cenach detalicznych dla niemieckich gorpodarstw domowych. 

Kobietę kochają media, ale z szeregami jej partii jest już gorzej. Na czerwcowym zjeździe partyjnym oddano kolejny raz przywództwo partii w ręce Katji Kiping (40) oraz Bernda Riexingera (63). To były trudne momenty dla dr Wagenknecht. Ostra reakcja nie powinna dziwić, to bowiem było do przewidzenia, że Sahra i Oskar nie pogodzą się z przewidzianymi dla nich rolami statystów i emerytów politycznych. To zaprawieni w boju i żądni władzy politycy z wielkim ego, krasomówcy z ambicjami. Punktem zwrotnym, jeszcze przed powstaniem ruchu „Aufstehen”, były krytyczne wypowiedzi Sahry Wagenknecht na temat niemieckiej polityki migracyjnej. Wagenknecht złamała wielkie tabu niemieckiej lewicy. Pozwoliła sobie na krytykę otwartych granic i wzrastającej konkurencji na niemieckim rynku pracy. Wagenknecht i Lafontaine chcą wyprowadzić lewicę z pozycji niszowej i zdobyć głosy rozczarowanych socjaldemokratów z klasy  średniej. Czas pokaże, czy nadszedł czas na wielkie zmiany w niemieckim systemie politycznym. 

Torsten Albig und die Bunte

  

In Schleswig-Holstein geht es seit einigen Jahren turbulent zu. Das nördlichste Bundesland ist sehr experimentierfreudig. Nach den Wahlen 2012 entschied man sich für die sgn. Dänenampel; mit der SPD, den Grünen und der dänischen Minderheit (SSW). Die Regierungskoalition war bei den Nordlichtern beliebt und es sah so aus als würde sie fortgesetzt werden. So zumindest die Umfragewerte vor der Wahl am 7. März 2017. Der Ministerpräsident Torsten Albig (54) konnte mit guten Sympathiewerten ins Rennen gehen. Sein christdemokratischer Gegenkandidat Daniel Günther (44) war ein unscheinbarer Typ, weshalb es der Frohnatur Albig so leicht fiel, einen erfolgreichen Wahlkampf zu führen. Bis zum jenen Interview. War es Übermut oder Liebesrausch? Oder war es die neue Frau, Bärbel Boy (49), an seiner Seite? Das frischverliebte Paar gab kurz vor der Wahl der Zeitschrift „Die Bunte“ ein Privatinterview. Die Turteltäubchen erzählten von ihrem gemeinsamen Lifestyle, von dem schönen Alltag miteinander und vom großen Glück, sich gefunden zu haben. Bis dahin war alles unerheblich, bis dahin war es ein ganz langweiliges Gerede zweier Menschen in den besten Jahren, die es erwischt hat. Dann wurde es ernst, als Albig geschmack- und respektlos von seiner Nochehefrau sprach, die er für die neue Dame seines Herzens vor rund 10 Monaten verließ. 

Nach diesen Sätzen fiel alles in sich zusammen. Die SPD verlor mit Abstand gegen die CDU und konnte keine Regierung mehr bilden. Seitdem versuchen es die Schleswig-Holsteiner mit einer Jamaikakoalition (CDU, GRÜNE und FDP). Der verliebte Torsten sagte später: "Ganz offensichtlich haben wir Dinge falsch eingeschätzt". Wohl war, wohl war.


  

(weitere Artikel zur Politik in Schleswig-Holstein können Sie per Email bestellen)